Recenzja i subiektywna opinia o albumie "Painkiller" Judas Priest

   Judas Priest zaskakuje za każdym razem, gdy sięgam po ich muzykę. Przez 16 lat zmienili nie tylko grane przezeń gatunki, lecz także wizerunek. Gdy w 1974 roku ludzie z wypiekami na twarzy słuchali blues rocka w wykonaniu długowłosych facetów w kolorowych dzwonach zapewne nie sądzili, że 11 albumów później ta sama kapela będzie jednym z czołowych przedstawicieli thrash i speed metalu, od stóp do głów przyodzianych w czarne skóry i ćwieki.

 JUDAS PRIEST: PAINKILLER [CD] 7451890991 - Allegro.pl
                                                                                  Okładka z pewnością przypadnie do gustu każdemu rodzicowi 

   Album rozpoczyna się od wpadającego w ucho tytułowego "Painkillera". Na wstępie zostajemy uraczeni energicznym i niesamowitym solo na perkusji w wykonaniu Scotta Travisa. Jazdę bez trzymanki kontynuują gitarzyści K.K. Downing, Glenn Tipton i basista Ian Hill. Daniem głównym jest elektryzujący głos Roba Halforda. Wisienką na torcie jest tu niewątpliwie popisowe i skomplikowane solo gitarowe.
   Idąc dalej wyhaczamy kolejną perełkę. Jest nią "Metal Meltdown", której to piosence ta strona zawdzięcza nazwę. Utwór rozpoczyna się szybkim i delikatnym gitarowym solo, by już za moment przejść do ostrzejszej melodii z akompaniamentem perkusji. Gdy tylko bębniarz zwiększa tempo na scenę naszych uszu wdziera się wokalista. Przeskok pomiędzy wysoko śpiewanymi zwrotkami i niżej wykrzykiwanymi refrenami prezentuje godne pozazdroszenia umiejętności Halforda.
   Gdzieś na końcu płyty napotykamy się na "Living Bad Dreams", cudowną (i spokojną, w porównaniu z wcześniejszymi kawałkami) balladę metalową. Muzyków w tym utworze wzbogaca również klawiszowiec Don Airey, którego zabawka dodaje niespodziewanej lekkości utworowi kontrastując z mocnym przesterem humbuckerów w gitarach Downinga i Tiptona.
   Miłym dodatkiem na koniec jest nagranie "Leather Rebel" w wersji live. Krótko mówiąc, płyta jest jak prawdziwie ostre danie - pali na wejściu i na wyjściu :P
   Niestety, ale na opisanie każdej piosenki  z osobna nie starczyłoby czasu jak i słów zachwytu.
Mam szczerą nadzieję, że te 3 piosenki zachęcą Was do wysłuchania całego albumu. Pomimo stukającej w tym roku trzydziestki krążek trzyma się świetnie na swoich metalowych fundamentach.
  W mojej opinii ta płyta jest super i każdy fan ciężkich brzmień powinien znać ją obowiązkowo.
                                                                                                                       
                                                                                                                                            Ave \m/

Komentarze